Reklama

Często mówi się ostatnio o tym, że Polska putinizuje się, zbliża pod wieloma względami do Rosji. Jednak w niektórych kwestiach Polska Kaczyńskiego wyprzedza Rosję Putina, pokazuje, jak trzeba dokonywać “dobrej zmiany” i którędy wiedzie droga do fundamentalizmu narodowo-religijnego oraz ograniczania praw kobiet.

23 września polski Sejm odrzucił projekt ustawy liberalizującej dokonywanie aborcji. Do dalszych prac został skierowany natomiast projekt organizacji Ordo Iuris, de facto zakazujący aborcji w Polsce. Rodzić zdaniem proliferów musiałyby kobiety zgwałcone, ryzykujące własnym życiem albo noszące pod sercem przez 9 miesięcy płód, który nie przeżyje kilku godzin po porodzie. Projekt Ordo Iuris po masowych protestach również wylądował w sejmowym koszu. Ale już pojawiają się kolejne konserwatywne pomysły, bo klimat polityczny w Polsce im sprzyja. A nawet sam Jarosław Kaczyński, rządzący de facto krajem, mówi, że kobiety powinny rodzić zdeformowane płody, by je ochrzcić, nazwać i pochować.

Zdziwicie się, ale w Rosji Putina aborcja jest finansowana w ramach ubezpieczenia medycznego z budżetu państwa. Rocznie około miliona Rosjanek dokonuje usunięcia płodu. Tak, w Rosji aborcja jest najtańszym i najprostszym środkiem antykoncepcyjnym. Mówi się, że w małych biednych miastach kobiety przeciętnie dokonują w ciągu życia 5-7 takich zabiegów. To też jest skrajność.

Na początku września nową rosyjską rzeczniczką praw dziecka została Anna Kuzniecowa – prywatnie żona prawosławnego księdza z Penzy, miasta na południu Rosji. Kilka tygodni temu diecezja, z której pochodzi Kuzniecowa, oraz prawosławny ruch “Za życie”, zaczęły zbieranie podpisów pod projektem ustawy usuwającej zabieg aborcji z ubezpieczenia medycznego. “Podatnicy nie chcą mieć nic wspólnego z dzieciobójstwem” – skomentował to patriarcha Cyryl zwracając uwagę na bardzo pozytywny stosunek Rosjan do zakazu finansowania aborcji przez państwo.

Reklama

Przy okazji: rzeczniczka Kuzniecowa wierzy m.in. również w pamięć macicy, czyli że każda kobieta może urodzić dziecko, które otrzyma wady genetyczne poprzedniego partnera jego matki. No bo macica wszystko pamięta. To taka podpowiedź dla polskich konserwatystów, jakie jeszcze idee do Polski nie trafiły. Bardzo sympatyczny pomysł, by zaradzić puszczalstwu kobiet. Jeden partner, gromadka dzieci – też tych z gwałtu, no i pewnie kuchnia, kościół, dom.

Całkowity zakaz aborcji, karanie kobiet lub lekarzy za dokonywanie tego zabiegu albo kilku aborcji w życiu kobiety tylko dlatego, że nie ma jak tych dzieci utrzymać, to skrajności. Polska i rosyjska skrajność. Ale za tym wszystkim stoi wybór każdej pojedynczej kobiety – bardzo trudny wybór “usunąć czy zostawić”, jej sumienie, jej odpowiedzialność oraz edukacja, która powinna zaczynać się o wiele wcześniej niż na etapie karania za czyny zabronione i która powinna być wspierana przez państwo, jeżeli to państwo tak bardzo dba o moralność obywatelek.

Moim zdaniem, w kwestii aborcji nie chodzi o odebranie kobietom decydowania o tym, czy chcą mieć dziecko – właśnie teraz, właśnie od tego partnera, właśnie po zgwałceniu w parku czy w sytuacji, kiedy na włosku wisi ich własne życie. Chodzi o nauczenie dziewczyn i kobiet odpowiedzialnie korzystać z tego prawa, ale również z innych praw – np. wymagania od partnera, by się zabezpieczał, z prawa dbania o siebie i swoje zdrowie, z prawa zwracania się o pomoc do państwa i NGO-sów – jeżeli akurat znalazły się w trudnej sytuacji finansowej i nie starczy im na to dziecko.

Czy Rosja pójdzie polskim tropem i również rozważy przyjęcie bardziej restrykcyjnego prawa w sprawie aborcji? Obawiam się, że tak. Fundamentalizm narodowo-religijny obecnie jest trendy. Polskim i rosyjskim władzom pod względem podążania za tą modą jest o wiele bliżej do siebie niż przypuszczają. A prawa kobiet i edukacja seksualna w państwach tego typu rzadko jest modna.


pap maly bardzo Zdjęcie główne: PAP/Jakub Kamiński

Reklama