Reklama

Jeśli przyjąć założenie, że każda rada jest cenna, warta wysłuchania i analizy, to Jerzemu Brzęczkowi prawdopodobnie nie starczyłoby życia na zapoznanie się z płynącymi zewsząd wskazówkami. Pamiętajmy, że w Polsce każdy zna się przynajmniej na dwóch rzeczach: polityce i piłce nożnej. A skoro reprezentacja piłkarska to nasze narodowe dobro, to każdy obywatel ma swoją na jej temat opinię. Wszak czy nie jesteśmy krajem 38 milionów selekcjonerów?

Każdy z kibiców, który ogląda mecze kadry, ma własną wizję składu i taktyki, a w trakcie meczu przeprowadza w wyobraźni swoje korekty i zmiany. Ale boiskowa rzeczywistość nierzadko odbiega od tego, co kibic sobie wymarzył. Kadra jest jedna, selekcjoner – jeden, lecz wizji i opinii – kilka milionów. 

Już obsada bramki, w której od lat rywalizuje dwóch fachowców, Łukasz Fabiański i Wojciech Szczęsny, budzi emocje. – Trudny wybór. Obu bardzo cenię, ale jednak postawiłbym na Szczęsnego i jego odrobinę szaleństwa – uważa Kuba, który kadrę ogląda od małego – konkretnie od czasów kadencji Janusza Wójcika. Nie trzeba jednak długo szukać, by usłyszeć skrajnie odmienne zdanie.

– Szczęsny nigdy mnie nie przekonywał. W decydujących momentach zawsze coś zawalał, jak w meczu z Grecją na EURO – mówi Piotr, dziennikarz z Warszawy. – Nie pamiętam meczu, który wygrałby tej reprezentacji – dodaje. Godzi ich Marta, która uważa, że obsada bramki to najmniejszy problem reprezentacji. 

Reklama

– Każdy, kto stanie między słupkami, będzie mocnym punktem drużyny. O to wcale nie ma obaw, rośnie przecież całe nowe pokolenie świetnych bramkarzy.

Marta pracuje w przedszkolu i widzi, że już najmłodsi Polacy rosną na kibiców kadry – maluchów w koszulkach z piłkarskimi elementami widzi wcale niemało, a nazwisko Lewandowski nie jest dzieciom obce. Z kolei jej ulubionym zawodnikiem jest Jakub Błaszczykowski, obecnie skrzydłowy Wisły Kraków. Sympatia nie zaburza jednak obiektywizmu.

– Na pewno powołania dla Błaszczykowskiego na początku kadencji Jerzego Brzęczka były kontrowersyjne. Zamieszanie nie służyło ani kadrze, ani zawodnikowi – uważa Marta. Okazuje się, że kibice mają więcej zastrzeżeń wobec polityki personalnej obecnego selekcjonera.

– Przeszkadza mi powoływanie Arkadiusza Recy, który w ogóle nie gra w klubie – przyznaje Kuba. – Z perspektywy kibica wydaje mi się zresztą, że selekcjoner nie prezentuje zdecydowanej postawy, że łatwo przyjmował sugestie mediów odnośnie powołań.

Już chyba wolałem odcięcie się od mediów i dystans, jaki wprowadził Adam Nawałka, to budowało silniejszy wizerunek trenera.

Sporo krytycznych refleksji ma także Piotr. – Udaje, że wie co robi, bronią go wyniki, ale to tylko dlatego, że ma w sumie niezły skład. Ale co zrobić z tymi ludźmi – nie ma zupełnego pojęcia – uważa dziennikarz.

Andrzej, nauczyciel wychowania fizycznego z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, stara się zrozumieć problemy, z którymi boryka się Brzęczek. – Kiedyś mówiło się: „trener reprezentacji”. Teraz – „selekcjoner”. Dawniej trener miał do dyspozycji graczy na długich zgrupowaniach, mógł ich lepiej poznać i wypracować styl. Poza tym wszyscy grali w polskiej lidze. Brzęczek musi radzić sobie z zawodnikami z dużych klubów, o uznanej marce, a trenuje z nimi kilka dni co kilka miesięcy. Musi więc zdobyć zaufanie drużyny, mieć charyzmę, by nie pozwolić, aby to najważniejsi zawodnicy decydowali o ustawieniu składu. Jerzy Brzęczek jest na początku drogi – to trener ligowy, bez trofeów, pod tym względem może mieć w szatni trudno.

Andrzej wie, co mówi – praca z młodzieżą, także prowadzenie szkolnych drużyn, sprawia, że zarządzanie grupą zna z praktyki, nie teorii. Według niego w kadrze za mało zmieniło się po mistrzostwach świata w Rosji. Wszyscy spodziewali się dopływu świeżej krwi po nieudanym mundialu, lecz trudno powiedzieć, by w reprezentacji rzeczywiście nastało nowe otwarcie. – Póki co to taka trochę stagnacja, nie ma wielu nowych twarzy, a przede wszystkim

 Brzęczek nikogo dla kadry nie stworzył, w przeciwieństwie do Nawałki. Może coś się zmieni na tym zgrupowaniu, młodzi nie będą tylko statystami? – zastanawia się.

– Ja bym zobaczył Roberta Gumnego. Tyle się mówi o jego talencie, chciałbym w końcu zobaczyć, jak gra w reprezentacji – mówi Kuba. Może jego miejsce jest na lewej stronie obrony? Zdaniem Marty, selekcjoner niepotrzebnie zamieszał z ustawieniem bocznych defensorów. – Skoro Bartosz Bereszyński miał być podstawowym prawym obrońcą, to chyba nie powinien łatać dziur na lewej stronie, tylko należałoby znaleźć tam zastępstwo i czekać na powrót Macieja Rybusa.

Piotr z kolei uważa, że nie personalia są problemem, a taktyka.

– Brzęczek źle te klocki składa do kupy, chłopaki klepią se na przedpolu jak – nie przymierzając – Raków Częstochowa, dobrze im idzie tylko pod własną bramką.

Andrzej też zauważa taktyczne niedoskonałości. Marzyłaby mu się inna gra reprezentacji, co nie może dziwić – przecież oglądał on na żywo Kazimierza Deynę i Roberta Gadochę, przeżywał chwile największej chwały polskiego futbolu.

– Może brakuje trochę wizji? – zastanawia się. – Mam wrażenie, że skład krystalizował się metodą prób i błędów, a nie konsekwentnego działania. Strzelający seryjnie Krzysztof Piątek długo nie był pierwszym wyborem do gry, na boisko wszedł przypadkiem. Był ten urodzaj napastników i problem, jak ich ułożyć.

– Trzymałbym się grania dwójką napastników – stwierdza Kuba. – Jednego zbyt łatwo wyłączyć. Robert Lewandowski jako cofnięty bardziej nadaje się do gry kombinacyjnej, a przed nim Piątek. Chyba lepiej czuje pole karne od Arkadiusza Milika.

– Trzeba grać dwójką w ataku – zgadza się Andrzej. – Obok Lewandowskiego Piątek, kojarzy mi się z Gerdem Müllerem w sensie skuteczności. Gdy Jarosław Niezgoda ustabilizuje formę, też trzeba go sprawdzić. Ten sam typ napastnika.

– Jak już klepniemy awans na EURO testowałbym mocno skrzydłowych – dodaje Kuba. – Jeśli zabraknie Grosickiego, będzie posucha.

– Przydałoby się przetestować jakiś nowych graczy, żeby byli gotowi, jeśli Polska awansuje – zgadza się Marta.

Przed Polską mecze eliminacji do EURO 2020 ze Słowenią i Austrią. Sytuacja w tabeli jest świetna – Biało-czerwoni prowadzą w tabeli z 5-punktową przewagą nad Izraelem. Wydaje się, że awans na przyszłoroczny turniej jest tylko formalnością.

– Każdy wie, że pojedziemy na EURO, bo z tej grupy trudno nie wyjść, więc trenera bronią wyniki – mówi Piotr. – Ale skończy się tam klęską większą niż na mundialu – wyrokuje stanowczo. 

– Zawsze kibicuję polskiej kadrze, ale wiadomo, jak to u nas jest z wielkimi turniejami – dodaje Marta. – Wiadomo, że jest za wcześnie, by o tym myśleć, ale pewnie awans z grupy będzie sukcesem.

– Chciałbym poprawy stylu – przyznaje Kuba. – Chciałbym też zawsze widzieć zaangażowanie i schematy rozegrania akcji, w tym momencie za bardzo polegamy na indywidualnych zagraniach i na tym, że Lewy coś strzeli.

– Gra ofensywna, zagęszczony środek pola, obrońcy szybko wyprowadzają piłkę… Szybkie, zaskakujące przerzuty… – rozmarzył się Andrzej, snując wizję idealnej gry zespołu.

Czy doczeka się jej ze strony reprezentacji Polski w piątek i w poniedziałek? Na pewno każdy kibic ma już przygotowany swój plan na te spotkania. Lecz skuteczny musi okazać się jeden z tych planów – ten przygotowany przez Jerzego Brzęczka. I jakkolwiek zakończą się wrześniowe mecze, każda decyzja selekcjonera będzie dokładnie analizowana. Nie tylko przez ekspertów w studiach. Głównie przez kibiców. Bo każdy z nich jest selekcjonerem.


Zdjęcie główne: Koszulka i szalik reprezentacji Polski, Fot: Dominik Kwaśnik

Reklama